7 lat ago
Witajcie w kolejnym wpisie poświęconym kosmetykom! Dziś zajmiemy się tematem, który zyskuje na popularności wśród miłośników pielęgnacji i makijażu – Projektem Denko. Co to właściwie jest? Projekt Denko to internetowe wyzwanie polegające na wybraniu określonej liczby kosmetyków i zobowiązaniu się do zużycia ich w wyznaczonym czasie, często bez kupowania nowych, dopóki wyzwanie nie zostanie ukończone. To prosty, ale niezwykle skuteczny sposób na uporządkowanie swojej kolekcji, zaoszczędzenie pieniędzy i świadome podejście do konsumpcji. Dziś zapraszam Was na moje własne denko kosmetyczne – przegląd produktów, które udało mi się ostatnio wykończyć. Sprawdźmy razem, czy znalazły się wśród nich prawdziwe perełki, czy może coś, co lepiej omijać szerokim łukiem!
Denko to nic innego jak po prostu zużycie kosmetyku do samego końca – aż do "denka" opakowania. Robienie takich zbiorczych przeglądów zużytych produktów pozwala realnie ocenić, co się sprawdziło, co było po prostu okej, a co okazało się kompletnym niewypałem. Dzięki temu w przyszłości łatwiej unikać nietrafionych zakupów i świadomie wybierać produkty, które faktycznie spełniają nasze oczekiwania. W moim ostatnim denku zebrało się sporo produktów z różnych kategorii – do pielęgnacji twarzy, włosów i ciała, a nawet makijażu. Zapraszam na szczegółowy przegląd!
Produkty do Włosów – Pielęgnacja od Nasady po Końce
Zaczynamy od włosów, bo kilka ciekawych rzeczy udało mi się w tej kategorii zużyć.
BeBio Wcierka do skóry głowy
Pierwsze na liście jest coś, co naprawdę mnie zaskoczyło – wcierka do skóry głowy od BeBio. Przyznam szczerze, że nie miałam wobec niej wygórowanych oczekiwań, a przerosła je w stu procentach! Moja skóra głowy faktycznie jest w lepszej kondycji, mniej swędzi i jest ukojona. Ale najlepsze przyszło po kilku tygodniach regularnego stosowania – podczas masażu skóry głowy zaczęłam wyczuwać baby hair! Sporo nowych, małych włosków, które aż proszą się o wzrost. Nie spodziewałam się takiego wysypu, zwłaszcza że wcierka nie jest ani rozgrzewająca, ani oparta na alkoholu, co często kojarzy się z produktami stymulującymi wzrost. Wręcz przeciwnie – ma bardzo bogaty, roślinny skład. Znajdziemy w niej między innymi biotynę, wyciągi z tarczycy bajkalskiej, żurawiny i pszenicy. Bardzo możliwe, że te składniki delikatnie usztywniają i wzmacniają nowe włoski, dzięki czemu są one tak wyczuwalne. Używałam jej po każdym myciu, wcierając w skórę głowy. Nie obciążała włosów, nie sklejała ich i nie nasilała przetłuszczania. Co więcej, dzięki zawartości protein, fajnie działała na objętość, unosząc włosy u nasady. Byłam też zaskoczona obecnością rumianku w składzie, bo myślałam, że mogę być na niego uczulona, ale nic złego się nie działo. Mimo to, zawsze warto zrobić próbę uczuleniową za uchem, zwłaszcza przy tak bogatym w ekstrakty roślinne produkcie. Jestem absolutnie na tak i już kupiłam kolejne opakowanie. Cena to około 20 zł za 100 ml.

Serum z olejem z czarnuszki (silikonowe)
Kolejnym zużytym produktem do włosów jest coś, co prawdopodobnie znacie – maleńkie, silikonowe serum z olejem z czarnuszki. Te małe buteleczki są dostępne praktycznie wszędzie, nawet w popularnych dyskontach. Kiedyś używałam ich non stop, później miałam przerwę, a teraz znowu do nich wróciłam. I bardzo dobrze! To serum jest po prostu świetne w tym, co ma robić. Włosy po jego użyciu są niesamowicie błyszczące, sypkie, nie sklejają się i łatwiej się rozczesują. Do tego pięknie pachną i zapewniają dodatkową ochronę końcówkom. Naprawdę niewiele olejków czy serów mogę nakładać na całą długość włosów bez ryzyka obciążenia, a ten radzi sobie z tym doskonale. Skład nie jest żadną rewolucją – to głównie silikony z niewielkimi dodatkami olejów. Ale efekt jest kluczowy i według mnie ciężko z nim przesadzić, nałożyć za dużo. To absolutna topka, jeśli chodzi o silikonowe zabezpieczenie końcówek włosów w przystępnej cenie (około 6 zł za 20 ml). Muszę pamiętać, żeby mieć zapas, bo planuję podciąć włosy i intensywniej zadbać o końcówki, a to serum na pewno mi w tym pomoże.
Yope Odżywka do włosów blond
Niestety, nie wszystko do włosów okazało się hitem. Odżywka do włosów blond od Yope nie podeszła mi za bardzo. Ma fajny, naturalny skład, nie przesusza włosów, ale efekt… był praktycznie niezauważalny na moich naturalnych, jasnych włosach. Bardzo możliwe, że na włosach farbowanych, które potrzebują tonowania lub odświeżenia koloru, sprawdziłaby się lepiej. Moje włosy są naturalnie jasne i zabawne jest to, że nie chcą przyjąć pigmentu z odżywki, ale kamień z wody? Oczywiście! Rdza, chlor z basenu? Wciągają wszystko poza tym, co powinny. Produkt sam w sobie nie jest bublem, bo coś tam robi i nie szkodzi, ale efekt był dla mnie zbyt słaby w stosunku do ceny (około 37 zł za 300 ml). Rozumiem, że miała być delikatna, ale dla mnie efekt po prostu znikał po jednym dniu. Nie zauważyłam żadnej długotrwałej poprawy kondycji czy wyglądu włosów. Dlatego nie kupię jej ponownie.
Pielęgnacja Twarzy – Od Serum po Podkład
Pielęgnacja twarzy to kategoria, w której zużyłam najwięcej produktów. Było tu kilka prawdziwych perełek!
Candid Serum odbudowujące
Kolejne denko to serum odbudowujące od Candid. To był wspaniały produkt! Ma fantastyczną, leciutką formułę emulsji, która sprawia, że można go stosować na różne sposoby – jako standardowe serum pod krem, ale też solo w roli bardzo lekkiego kremu nawilżającego. Świetnie wyciszał skórę, wspierał jej regenerację, łagodził zaczerwienienia, na przykład po niedoskonałościach, i do tego delikatnie, ale skutecznie nawilżał. To kosmetyk, który dawał ogromny komfort skórze i za którym naprawdę trochę tęsknię. Skład jest również godny uwagi – znajdziemy w nim między innymi wąkrotę azjatycką, ceramidy i skwalan. Jest na tyle delikatny, że nadaje się nawet dla alergików i osób z bardzo wrażliwą skórą, ponieważ nie zawiera kompozycji zapachowej. Uważam, że to jest świetna, tańsza alternatywa dla uwielbianego przeze mnie kremu ceramidowego Mawawo. Na mojej skórze dawały bardzo zbliżone efekty ukojenia i regeneracji, a różnica w cenie jest znacząca (Candid około 60 zł za 30 ml, Mawawo znacznie drożej, choć w danych podano też cenę 134 zł, możliwe, że to cena regularna, a 60 zł to promocyjna lub w innym miejscu).
Orientana Krem Kali Musli na dzień
Testowałam też bardzo nietypowy krem z Orientany, z serii Kali Musli, przeznaczony do cery wrażliwej i na dzień. To był naprawdę przedziwny produkt i do tej pory nie wiem do końca, co o nim myśleć, ale generalnie podobał mi się. Nie zapchał mnie, nie spowodował wysypu. To, co go wyróżniało, to formuła – niby zwykła emulsja, ale pod palcami i na skórze zachowywał się jak suchy olejek lub skwalan. Zastanawia mnie, czy to zasługa sporej zawartości oleju z otrębów ryżowych i oleju z czarnuszki w składzie. Myślę, że ta jego olejkowata, niezastygająca formuła będzie faktycznie na wagę złota dla osób z cerą wrażliwą, skłonną do uczucia ściągnięcia. Krem wchłania się, ale daje wrażenie, jakby cały czas "pracował" na skórze, utrzymując ją nawilżoną i rozluźnioną. Buzia po nim była ukojona, aksamitnie gładka, rozświetlona i zrelaksowana. Ja miałam po nim jednak dość mocne wyświecenie, więc nosiłam go głównie pod makijażem (o ile makijaż był matujący) lub na noc, mimo że jest to krem na dzień. Ciągle miałam wrażenie lekko mokrej buzi, co dla mojej tłustej skóry nie było idealne, ale dla cery wrażliwej czy suchej może być ogromnym plusem. Czy bym do niego wróciła? Nie jestem pewna, bo wolę lżejsze formuły na dzień. Ale myślę, że mogę go polecić osobom szukającym czegoś nietypowego i bardzo kojącego. Cena to około 60 zł za 50 ml. Z tej samej serii będę testować jeszcze peeling i jestem go ogromnie ciekawa, bo wciąż szukam idealnego, który nie spowoduje u mnie opuchlizny i podskórnych stanów zapalnych, co zdarza mi się po większości peelingów.
Simply Nature Sera (Ultra-nawilżające i Przeciwzmarszczkowe)
Zużyłam też dwa sera od Simply Nature – jedno ultra-nawilżające, drugie przeciwzmarszczkowe. Oba mają bardzo podobną, delikatną, emulsyjną formułę, słodko pachną i są po prostu… bardzo poprawne. Dobrze nawilżają, lekko wygładzają, łagodzą skórę. To nie są produkty typu "WOW", które odmienią Waszą pielęgnację, ale przyznam szczerze, że gdybym nie wiedziała, jakie serum kupić, nie miałabym konkretnego pomysłu, to sięgnęłabym po któreś z nich. To bardzo bezpieczne opcje. Nie czułam między nimi nawet ogromnej różnicy, poza tym, że nawilżające dawało minimalnie więcej nawilżenia, a przeciwzmarszczkowe minimalnie lepiej wygładzało. Nazywam je "grzecznymi kosmetykami", bo absolutnie nie sprawiają żadnych problemów. Nie rolują się pod innymi produktami, nie nasilają negatywnych reakcji skóry i są bardzo łagodne. Nie są to produkty, które zbudują całą pielęgnację, ale świetnie sprawdzą się jako jej uzupełnienie, podtrzymanie wypracowanych efektów, albo jako bezpieczny "wypełniacz" w przerwach między stosowaniem silniejszych produktów (np. z retinolem czy kwasami). Skład opiera się głównie na olejach roślinnych w lekkiej formie, ekstraktach i kwasie hialuronowym. Mogę je spokojnie polecić właściwie każdemu, niezależnie od typu cery, bo przez tę swoją "grzeczność" są po prostu uniwersalne. Ich cena, choć nie podana w danych, zazwyczaj jest bardzo przystępna.

ASOA Podkład mineralny matujący
Przechodząc do makijażu, ale wciąż mocno związanego z pielęgnacją – zużyłam calutki podkład mineralny ASOA w wersji matującej, w odcieniu M08. Zajęło mi to chyba rok, co pokazuje, jak wydajne potrafią być minerały. Warto wiedzieć, że podkłady matujące w tej marce są zazwyczaj jaśniejsze od kryjących, co było dla mnie istotną informacją. Mimo że mogłabym mieć jeszcze jaśniejszy odcień, M08 i tak był jednym z najjaśniejszych, jakie kiedykolwiek miałam, więc jestem zadowolona z dostępnej gamy. Nie wymagam, żeby każda marka tworzyła odcienie dla ekstremalnie jasnych cer, więc akceptuję to, co jest, zwłaszcza że z samych podkładów ASOA jestem niesamowicie zadowolona. Krycie można łatwo budować od lekkiego do średniego/mocniejszego, pięknie się aplikują, są trwałe i co najważniejsze dla mnie – rewelacyjnie pracują z sebum i moją problematyczną, trądzikową cerą. Szczerze mówiąc, przerzucenie się na podkłady mineralne było jedną z najlepszych decyzji kosmetycznych w moim życiu. Po całym dniu noszenia makijażu z ASOA nie pojawiają się nowe wypryski, a te istniejące nie są zaostrzone, a wręcz często wydają się być wyciszone! Nie mam też tego nieprzyjemnego uczucia "kiszenia się" skóry pod makijażem, co często zdarzało mi się przy tradycyjnych podkładach płynnych. Samo nakładanie suchego produktu jest dla mnie też po prostu bardziej komfortowe. Minerały ASOA dają mi więc zarówno świetne efekty wizualne, jak i ogromny komfort psychiczny. W tej marce pasuje mi chyba wszystko – opakowanie jest solidne, kolory są najbliższe moim potrzebom, a formuły są najlepsze z mineralnych, jakie do tej pory testowałam. To genialny produkt. Już mam kolejne opakowanie, tym razem w odcieniu M09, który wydaje mi się jeszcze troszkę jaśniejszy, ale nie jestem pewna, czy to tylko wrażenie. Cena to około 60 zł za 6 g.
Shelee Pianka do mycia
Kolejnym kosmetykiem, który zużyłam dosłownie do ostatniej pompki, jest pianka do mycia twarzy od Shelee. Była baaardzo dobra i z ogromną chęcią bym do niej wróciła. Pamiętam, że kiedy pierwszy raz jej użyłam, przestraszyłam się, że jest zepsuta, bo cała pianka miała bursztynowy kolor, ale okazało się, że tak ma być. To zasługa wysokiej zawartości biofermentów w składzie, które między innymi wspierają mikrobiom skóry. Na twarzy produkt zmieniał się w coś w rodzaju myjącego kremu – absolutnie zero uczucia ściągnięcia czy podrażnień po myciu. To było dla mnie spore zaskoczenie, ponieważ w składzie znajduje się Cocamidopropyl Betaine – składnik, który czasem bywa gorzej tolerowany przez moją skórę ze względu na możliwe zanieczyszczenia z procesu produkcji. Fakt, że ta pianka mnie nie podrażniła, sugeruje, że marka korzysta z bardzo dobrze oczyszczonego surowca wysokiej jakości. Poza tym, że jest nawilżająca i łagodna, muszę przyznać, że świetnie oczyszcza skórę. Zawsze testuję to na problematycznym miejscu na brodzie – jeśli produkt źle oczyszcza, od razu pojawiają się tam zaskórniki zamknięte. Po piance Shelee – gładka skóra! Bardzo mi się podobała! Jedyne, co mnie zastanawia, to dlaczego w drogerii (Hebe) są dostępne tylko w zestawach – albo z innym kosmetykiem, albo od razu dwie sztuki. Trochę dziwne rozwiązanie, ale sam produkt jest super. Cena to około 45 zł za 200 ml.
Produkty do Ciała – Codzienna Przyjemność
Na koniec kategoria ciało, w której zużyłam jeden, ale bardzo wydajny produkt.
Soraya Humektantowy krem do ciała
Zużyłam też humektantowy krem do ciała od Soraya. To był bardzo przyjemny produkt – leciutki, szybko się wchłaniał, nie pozostawiał lepkiej warstwy i bardzo dobrze nawilżał skórę. Byłam też zaskoczona jego wydajnością! Miałam wrażenie, że nie chce się skończyć. Trzymałam go przy łóżku i co wieczór smarowałam nim stopy, nogi i ramiona. Używałam go chyba przez jakieś dwa miesiące, a w międzyczasie używałam też innego balsamu (BeBio, który jest lżejszy i bardziej łagodząco-ochronny, podczas gdy Soraya jest typowo nawilżająca). Oba balsamy dobrze mi się sprawdziły i mogę je polecić. Pewnie wróciłabym do kremu Soraya, zwłaszcza że często bywa na promocjach, ale aktualnie testuję balsam z Nuxe. Cieszę się, że go dostałam, bo przyznaję, że sama raczej nie kupiłabym balsamu za 150 zł w ciemno, no chyba że byłby to balsam z retinolem, ale to już inna kategoria produktów.
Podsumowanie Zużyć w Tabeli
Aby łatwiej ogarnąć wszystkie zużyte produkty, przygotowałam krótkie podsumowanie w formie tabeli:
| Produkt | Kategoria | Cena/Pojemność | Krótka Opinia | Czy Kupię Ponownie? |
|---|---|---|---|---|
| BeBio Wcierka do skóry głowy | Włosy | 20 zł / 100 ml | Wspiera wzrost baby hair, wzmacnia. Hit! | Tak |
| Serum z olejem z czarnuszki (silikonowe) | Włosy | 6 zł / 20 ml | Nadaje blask, ułatwia rozczesywanie. Top silikonowy. | Tak |
| Yope Odżywka do włosów blond | Włosy | 37 zł / 300 ml | Delikatna, ale efekt za słaby jak na cenę. Okej, ale bez szału. | Nie |
| Candid Serum odbudowujące | Twarz | 60 zł / 30 ml | Wspaniałe, łagodzi, regeneruje, nawilża. Perełka dla wrażliwej skóry. | Bardzo możliwe |
| Orientana Krem Kali Musli (na dzień) | Twarz | 60 zł / 50 ml | Nietypowy, ale dobry dla wrażliwej skóry, koi. Warto spróbować, jeśli szukasz czegoś innego. | Nie wiem, ale polecam dla innych |
| Simply Nature Sera (Nawilżające/Przeciwzmarszczkowe) | Twarz | Brak ceny w danych | "Grzeczne", bezpieczne, uniwersalne. Solidna podstawa. | Tak, jako bezpieczna opcja |
| Soraya Humektantowy krem do ciała | Ciało | Brak ceny w danych | Lekki, dobrze nawilża, wydajny. Przyjemny produkt. | Tak, zwłaszcza na promocji |
| ASOA Podkład mineralny matujący | Makijaż/Twarz | 60 zł / 6 g | Genialny dla skóry trądzikowej. Świetna formuła, kolory, trwałość. Absolutny hit. | Tak, już mam kolejne opakowanie |
| Shelee Pianka do mycia | Twarz | 45 zł / 200 ml | Bardzo dobra, łagodna, skutecznie oczyszcza. Polecam! | Tak, jeśli znajdę luzem |
Najczęściej Zadawane Pytania o Projekt Denko
- Co to jest Projekt Denko?
- Projekt Denko to wyzwanie polegające na wybraniu określonej grupy kosmetyków (np. 10 produktów) i zobowiązaniu się do zużycia ich do końca w wyznaczonym czasie (np. 3 miesiące), często ograniczając w tym czasie zakupy nowych produktów. Pomaga to zredukować ilość posiadanych kosmetyków, poznać je lepiej i zaoszczędzić pieniądze.
- Dlaczego warto robić "denko"?
- Robienie "denka" pozwala poznać produkty od początku do końca, ocenić ich faktyczną wydajność i skuteczność w dłuższej perspektywie, a także świadomie zarządzać swoją kolekcją kosmetyków. To świetny sposób na odkrycie prawdziwych faworytów, zidentyfikowanie produktów, które nam nie służą, i uniknięcie marnowania.
- Jak wybrać kosmetyki do Projektu Denko?
- Wybierz produkty, których masz dużo i chcesz je wykończyć, te które są bliskie końca, lub produkty, których chcesz używać regularnie, aby sprawdzić ich działanie. Możesz skupić się na jednej kategorii (np. tylko pielęgnacja twarzy) lub wybrać różnorodne produkty z każdej kategorii.
- Czy muszę zużyć wszystko, co wybiorę w ramach denka?
- Ideałem jest zużycie wszystkich wybranych produktów, ale Projekt Denko to Twoje wyzwanie i ma służyć Tobie. Jeśli produkt Ci szkodzi, uczula lub go nienawidzisz, nie ma sensu zmuszać się do jego używania. Ważniejsza jest świadomość, nauka o swoich preferencjach i nieużywanie czegoś, co Ci szkodzi, niż kurczowe trzymanie się listy.
- Co zrobić z produktami, które mi nie pasują i nie chcę ich zużywać?
- Jeśli produkt jest w dobrym stanie i nieużywany (lub użyty raz czy dwa), możesz spróbować podarować go komuś z rodziny lub znajomych, komu może służyć. Jeśli produkt jest używany, ale po prostu Ci nie pasuje (np. konsystencja, zapach), możesz spróbować znaleźć mu inne zastosowanie (np. krem do twarzy jako krem do rąk lub stóp, szampon jako płyn do mycia pędzli - o ile jest to bezpieczne i higieniczne). Jeśli produkt jest zepsuty, przeterminowany lub ewidentnie Ci szkodzi, najlepszym rozwiązaniem jest jego utylizacja.
Podsumowując, moje ostatnie denko było pełne różnorodnych produktów – od tych, które szczerze pokochałam i już mam w zapasie (wcierka BeBio, serum z czarnuszki, podkład ASOA, pianka Shelee), przez te, które okazały się przyjemne i godne polecenia, ale niekoniecznie unikalne (sera Simply Nature, krem Soraya, krem Orientana), po te, które były dla mnie rozczarowaniem (odżywka Yope). Robienie takiego przeglądu zużytych kosmetyków jest nie tylko satysfakcjonujące, ale też bardzo pouczające. Pomaga zrozumieć, co naprawdę działa na moją skórę i włosy, a co jest zbędnym wydatkiem. Zachęcam Was gorąco do spróbowania własnego Projektu Denko!
A Wy? Jakie kosmetyki ostatnio zużyliście? Podzielcie się swoimi hitami i kitami w komentarzach! Pamiętajcie o hasztagu #denko!
Dziękuję za wspólnie spędzony czas przy przeglądzie zużytych kosmetyków. Do następnego!
Jeśli chcesz przeczytać więcej interesujących artykułów jak 'Moje denko kosmetyczne: Hity i kity!', odwiedź kategorię Kosmetyka.
